Gawęda o grach planszowych.

Lubię gry planszowe. Jeszcze kilkanaście lat temu takie oświadczenie mogło się spotkać z uśmiechem pobłażania i umiejscowieniem autora w gronie osób odrobinę niedojrzałych. Dziś sprawy mają się nieco inaczej, nadal jednak łatwo trafić do grupy niegroźnych szaleńców, których można posłuchać dla świętego spokoju ale żeby zaraz samemu siadać nad planszą? Dorośli tak nie robią. Robią co prawda dużo innych niepotrzebnych rzeczy ale przecież nikomu nie muszą się z tego tłumaczyć. Podczas gdy na świecie gry planszowe cieszą się wielkim poważaniem i przynoszą wielomilionowe zyski, u nas wciąż w przeciętnym rozumieniu jest to nieśmiertelny „Chińczyk” lub nieco nowsze „Monopoly”. Gry planszowe spełniają jednak kilka funkcji społecznych jakich w żaden sposób nie udało się do tej pory zastąpić, a metamorfoza jaką przeszły na przestrzeni wieków sprawia, że wcale nie zamierzają ustąpić pola nowym formom rozrywki.

Po co nam w ogóle te gry? Dla rozrywki? Mamy sport, telewizję, internet i grilla. Dla sztuki? Są sale koncertowe, galerie, teatry. Do nauki? Mamy książki, programy popularno-naukowe i komputerowe. Przy takiej konkurencji ta archaiczna forma spędzania czasu już dawno powinna zaniknąć. Tak się jednak nie dzieje. Tłumy ludzi, którzy co roku zjeżdżają do Essen na największe światowe targi gier, dane o dochodach z rynku amerykańskiego czy też liczne konwenty i spotkania miłośników „planszówek” jakie odbywają się u nas, udowadniają, że eliminacja gier planszowych z rynku okazała się równie udana jak zniknięcie papierowych książek zastąpionych przez film, telewizję, audiobooki czy wydawnictwa w pdf. Wieszczono, że to gry komputerowe będą gwoździem do trumny, a tymczasem oba gatunki mają się dobrze, a do tego są dla siebie nawzajem częstą inspiracją. Co takiego oferują gry planszowe, że potrafiły przetrwać tysiąclecia?

 

Nasi przodkowie polowali, uprawiali ziemię, tłukli się zaostrzonymi kijami o lepsze tereny lub stada, a jednak nadal pozostawało im sporo czasu, który trzeba było sobie jakoś wypełnić. Wioskowy błazen, fermentowanie owoców czy tez pogawędki przy ognisku po jakimś czasie przestały wystarczać. Królewską grę z Ur znano już 5000 lat temu w Mezopotamii. Plansza z 20 polami, czarne i białe pionki, a do tego 12 kostek czworościennych. Od neolitu w Afryce znana jest gra planszowa Warri należąca do grupy Mankala, którą wiele plemion uważa za świętą. Wspomnę jeszcze azjatyckie Go, które swój rodowód może wykazać do około 4000 lat wstecz. To tylko trzy tytuły ale zapewniam, że jest ich dużo więcej. Miejsce mamy ograniczone więc przy trzech pozostanę.

 

Współczesne „planszówki” znacząco różnią się od tego co możemy pamiętać z dzieciństwa. Posiadając przynajmniej minimum wrażliwości estetycznej możemy zostać oczarowani produktami jakie dzisiaj oferują twórcy i wydawcy. Gry są znakomicie i trwale zrobione. Czarują kolorami, często zawierają precyzyjne figurki oraz wiele dodatkowych akcesoriów, dzięki którym łatwiej nam poczuć klimat zabawy i czerpać jeszcze większą radość. Gry strategiczne, fantasy, historyczne, logiczne czy ekonomiczne to tylko kilka gatunków. Wystarczy wizyta w sklepie oferującym gry aby poznać bogactwo tej formy spędzania czasu. Najważniejsze jednak w przypadku gier planszowych jest spędzanie tego czasu wspólnie z innymi. W odróżnieniu od gier komputerowych, „planszówki” umożliwiają bezpośredni, wzrokowy kontakt z pozostałymi graczami. Rozwijają umiejętności planowania, negocjowania czy też rozwiązywania sytuacji spornych. W trakcie zabawy możemy też poruszać setki innych tematów i zwyczajnie porozmawiać. Gry planszowe dostarczają pożywki dla wyobraźni i intelektu, a przy tym wywołują wśród zebranych wiele śmiechu. O wartościach integracyjnych, podtrzymywaniu więzi rodzinnych czy też rozwijaniu wyobraźni można poczytać w licznych pracach naukowych.

Deser

[slideshow post_id=”46″]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *